Życzenia, Wierszyki, Wiersze i Smsy - Wierszyki dla dzieci

Sortuj: Według daty | ilości punktów

  • Smok
    Julian Tuwim

    Na Wawelu, proszę pana
    Mieszkał smok, co zawsze z rana
    Zjadał prosię lub barana.
    Przy obiedzie smok połykał cztery kury lub indyka
    nadto krowę albo byka.
    Nagle raz, przy Wielkim Piątku
    Krzyknął Coś tu nie w porządku !
    Poczuł wielki ból w żołądku
    Potem spuchła mu wątroba, dwa migdały, płuca oba
    Jak choroba, to choroba !
    Smok pomyślał, proszę, proszę.
    Nie mam zdrowia za dwa grosze
    Czas już zostać mi jaroszem
    i smok biedny od tej pory
    By oczyścić krew i pory, jadał marchew,
    jadał pory, groch, selery i kapustę
    Wszystko z wody i nietłuste,
    żeby kiszki były puste.
    Tak za roczkiem mijał roczek
    Smok nasz stał się jak wymoczek
    Wprost nie smok, lecz zwykły smoczek.
    Odtąd każda mądra niania
    Dziecku daje go do ssania.

  • Różowy konik
    Bogdan Brzeziński

    Wezmę kredkę różową narysuję konika.
    Patrzcie !
    Z grzywą rozwianą Koń różowy pomyka.
    Wezmę kredkę niebieską dorysuję chłopczyka.
    Chłopczyk siedzi na siodle.
    Razem z koniem pomyka.
    Żaba wyszła zielona,
    Jakie duże ma oczy !
    Koń różowy ją spostrzegł,
    zgrabnie żabkę przeskoczył !
    Ale oto brązowy
    Siedzi kotek na płocie...
    Przeskoczymy ten płotek,
    nie skrzywdzimy cię, kocie !
    Tam jest strumyk, tu krzaczki
    Słowem przeszkód bez liku
    ma nasz chłopczyk niebieski na różowym koniku !
    Narysuję więc prędko czarną kredką ten domek,
    żeby mógł w nim odpocząć Koń różowy i Romek.

  • Były - to dwa kotki: Jeden ładny, lecz z szafek wyjadał łakotki
    Drugi brzytki, bury, ale płoszył szczury.
    Powiedzcież mi dzieci, którego wolicie?
    Burego! Burego! - O dobrze robicie!
    Bo ten godzien przychylności
    Kto dopełnia powinności
    A bardzo nieładnie
    Kiedy kotek kradnie.

  • Gdybym miał dziesięć rąk
    to jedną drapałbym się w głowę.
    Drugą jadłbym lody czekoladowe.
    Trzecią grałbym w guziki.
    Czwartą szarpałbym dziewczyńskie warkoczyki.
    Piątą sprałbym tych dwóch od sąsiadki.
    Szóstą skubałbym kwiatki.
    Siódmą od niechcenia kierowałbym ulicznym ruchem.
    Ósmą łapałbym muchę.
    Dziewiątą waliłbym w ogromny bęben.
    A dziesiątą?
    Dziesiątej używać nie będę.
    Bo co?
    Bo rzecz wiadoma.
    Straszniem się napracował tamtymi dziewięcioma.